Homilia Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego

Licheń 14 września 2013r - Święto Podwyższenia Krzyża Świętego

 

 

  W święto Podwyższenia Krzyża Świętego rozpoczynamy w bazylice licheńskiej I Ogólnopolski Kongres Parafialnych Rad Duszpasterskich. Dzisiejsze święto oraz rozpoczynający się Kongres skłania nas do refleksji najpierw nad znaczeniem samego drzewa krzyża świętego, a następnie – nad sensem śmierci Pana Jezusa oraz cierpienia chrześcijanina. 

 

1.         KRZYŻ MATERIALNY

 

Najpierw dzisiejsze święto zwraca naszą myśl ku drzewu, na którym umarł Chrystus. Gdy zdjęto z niego ciało Chrystusa zostało ono – według tradycji – wrzucone do skalnej cysterny znajdującej się u podnóża Golgoty.

Z „Historii Kościoła” Sokratesa Scholastyka dowiadujemy się, że pierwsi chrześcijanie gminy jerozolimskiej otaczali kultem miejsce, w którym został ukrzyżowany Chrystus. Mimo zniszczenia Jerozolimy przez wojska cesarza Tytusa w 70 roku po Chr. kult ten trwał nadal aż do wybuchu drugiego powstania żydowskiego. Dopiero w 135 roku po Chr., kiedy Jerozolima została zdobyta, a powstanie żydowskie zdławione, gmina chrześcijańska – ze względu na swój skład etniczny – musiała opuścić miasto. Na gruzach zburzonej Jerozolimy cesarz Hadrian wzniósł nowe miasto, Aelia Capitolina. Miejsca kultu chrześcijańskiego zostały zamienione w nim na centra kultu pogańskiego. Na wzniesieniu Golgoty Rzymianie zbudowali Forum i Kapitol z posągiem Wenery – w miejscu Grobu Chrystusa stanął posąg Jowisza.

Po przyznaniu chrześcijanom – w 313 roku po Chr. – wolności religijnej, chrześcijanie zaczęli poszukiwać miejsca męki i śmierci Jezusa. Sokrates Scholastyk wspomina o tym w kontekście pielgrzymki cesarzowej Heleny (ok. 326 roku). Pisze nie tylko o odnalezieniu Golgoty, lecz również o niespodziewanym odkryciu trzech krzyży: „Matka cesarza [...] znajduje trzy krzyże w grobie: jeden najświętszy, na którym rozpięto kiedyś Chrystusa, dwa inne natomiast – na których zmarli ukrzyżowani z nim łotrzy. Równocześnie znaleziono także tabliczkę Piłata, na której obwieścił on w różnych językach i za pośrednictwem różnych alfabetów, że ukrzyżowany Chrystus był królem żydowskim.

 

A ponieważ nie było pewności co do tego, który ze znalezionych krzyży jest poszukiwanym Krzyżem, nie byle jakie zmartwienie przeżywała matka cesarza. Wkrótce jednak usuwa powody smutku biskup Jerozolimy, noszący imię Makary. Rozprasza on wątpliwości, idąc za światłem wiary. Prosi bowiem Boga o znak i otrzymuje go. A znak ten był taki: pewna kobieta, jedna z mieszczanek Konstantynopola, od dawna ciężką złożona chorobą, bliska już była śmierci. Rozkazał tedy biskup, by do łoża umierającej przyniesiono kolejno każdy z trzech krzyży: wierzył on niezłomnie, że kobieta wyzdrowieje, jeśli dotknie świętego Krzyża. I nie zawiódł się w swej nadziei. Kiedy bowiem przynoszono jeden po drugim krzyże, nie będące drzewem Męki Pańskiej, kobieta w dalszym ciągu bliska była śmierci, tak jak i poprzednio. Skoro jednak wniesiono trzeci krzyż, ten prawdziwy, umierająca natychmiast nabrała sił i całkowicie wróciła do zdrowia. W ten sposób odnalezione zostało drzewo Krzyża Świętego” (Sokrates Scholastyk, Historia Kościoła 1,17, tłum. S. Kazikowski, 1986, s. 109-110).

W związku ze znalezieniem drzewa krzyża wzniesiono w Jerozolimie dwie bazyliki: Męczenników (Martyrium; zwana także Bazyliką Krzyża) i Zmartwychwstania (Anastasis). Dnia 13 września 335 roku odbyło się uroczyste poświęcenie obydwu bazylik. Na tę pamiątkę tego wydarzenia obchodzono co roku 13 września święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Później przeniesiono je na 14 września, ponieważ tego dnia relikwie Krzyża zostały wystawione po raz pierwszy na widok publiczny.

Później cesarzowa Helena przekazała największą część relikwii Krzyża Świętego do Bazyliki Zmartwychwstania w Jerozolimie, drugi fragment przesłała do Konstantynopola, a trzecią część zabrała ze sobą do Rzymu. W 348 roku biskup Jerozolimy Cyryl pisał, że „cały świat” zapełniony jest relikwiami Krzyża Świętego.

W okresie wypraw krzyżowych kult relikwii Drzewa Krzyża Świętego stał się charakterystycznym elementem chrześcijaństwa zachodniego; uważano je wówczas za „ozdobę Kościoła” i „lek świata”. Także dzisiaj adorujemy drzewo Krzyża Świętego słowami pieśni:

„Krzyżu święty, nade wszystko
drzewo przenajszlachetniejsze.
W żadnym lesie takie nie jest,
jedno na którym sam Bóg jest. [...]

Tyś samo było dostojne
nosić światowe zbawienie,
przez cię przewóz jest naprawion
światu, który był zagubion.
Który święta Krew polała,
co z Baranka wypływała”.

 

2.         MĘKA I ŚMIERĆ CHRYSTUSA 

 

Ale święto Podwyższenia Krzyża Świętego wskazuje nie tylko na bezcenne drzewo krzyża Pańskiego. Ono jest również najwyższym objawieniem miłości Boga do każdego z nas. Krzyż pozwala nam zrozumieć, że samo cierpienie w oczach Bożych nie ma żadnej wartości. Jest ono w całkowitej sprzeczności z dobrym Bogiem, bo cierpienie niszczy życie, a Bóg pragnie przecież życia w pełni dla wszystkich (por. J 10,10). Jeśli Bóg nie pragnie nawet cierpienia i śmierci zbrodniarzy (por. Ez 33,11), jakże mógłby pragnąć śmierci swego jednego Syna?

Tym, co daje życie, tym co zbawia, nie jest cierpienie, lecz miłość. Teksty biblijne, które wydają się gloryfikować cierpienie, w istocie wysławiają miłość Bożą, która posuwa się do całkowitego daru z samego siebie dla ukochanego stworzenia. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Dlatego krzyż naszego Zbawiciela jest najwyższym objawieniem miłości Boga do każdego z nas. To z miłości do nas Chrystus umiera na krzyżu. Przyjmuje cierpienie i śmierć po to, by pozostać wiernym miłości. Tylko w miłości, krzyż staje się czymś istotnym. Tylko z miłości krzyż staje się ową tratwą, dzięki której możemy przeprawić się na drugi brzeg nadziei.

Dla tego, kto traktuje krzyż Chrystusa nie tylko jako wydarzenie historyczne, ale patrzy na niego jako na prawdziwe wydarzenie teologiczne, jest oczywiste, że chodzi w nim o dramat ludzkiego grzechu i Bożej miłości. Grzech człowieka prowadzi do tego, że Boża miłość do człowieka przyjmuje postać krzyża. Tak więc z jednej strony grzech jest odpowiedzialny za krzyż, a z drugiej – krzyż jest przezwyciężeniem grzechu przez silniejszą od niego miłość Boga. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Z tego powodu najważniejsze słowo, jakie można wypowiedzieć na ten temat zawarte zostało w Liście do Hebrajczyków (12,24): krew Jezusa przemawia innym – lepszym i mocniejszym językiem niż krew Abla, niż krew wszystkich niesprawiedliwie zabitych na całym świecie (kard. J. Ratzinger).

Wczesnochrześcijańska tradycja zilustrowała tę prawdę w bardzo prosty sposób, lokalizując grób Adama na Kalwarii, w grocie znajdującej się pod krzyżem. W czasie trzęsienia ziemi, które towarzyszyło śmierci Chrystusa, skała Kalwarii pękła i otwarła się nieregularna szczelina łącząca krzyż z grobem Adama. Z krzyża popłynęła szczelina krew Chrystusa na czaszkę ojca ludzkiej rodziny, oczyszczając jego i jego potomstwo, czyli całą ludzkość. W nawiązaniu do tego wydarzenia czasami w dziełach artystów pojawiają się czaszka i piszczele u stóp krzyża Chrystusowego.

Umierający Chrystus wskazał z krzyża drogę nadającą pełny sens ludzkiemu życiu. Jest to droga całkowitego oddania się Bogu i wielkodusznego daru z siebie, składanego braciom.

 

3.         NASZE KRZYŻE 

 

a.         I tak to w krzyż Chrystusowy wpisują się i będą się wpisywać aż do skończenia świata krzyże ludzkie pod każdą szerokością geograficzną. Posiadają one nieograniczone możliwości a jednocześnie są bardzo mocno osadzone w człowieczeństwie. Człowiek niesie krzyż nie tylko wtedy, kiedy jest chory fizycznie, ale również wtedy, kiedy doznaje zła, ale cierpi z racji dobra, które winno być jego udziałem, a od którego został odcięty, lub którego sam z własnej winy się pozbawił. Obszar obecności krzyża jest rozległy, zróżnicowany i wielowymiarowy: choroba i niebezpieczeństwo śmierci, bezdzietność, śmierć własnych dzieci, szyderstwo i wyśmiewanie cierpiącego, niemożność zrozumienia dlaczego złym się powodzi, niewierność i niewdzięczność ze strony przyjaciół i bliskich, samotność i opuszczenie, wyrzuty sumienia, prześladowanie i wrogość otoczenia, tęsknota za ojczyzną, nieszczęścia własnego narodu, a to przecież nie wszystko. Świat krzyża w pewnych momentach – o czym przekonaliśmy się niedawno w związku z następną wojną, tym razem w Syrii – zagęszcza się w sposób wyjątkowy; np. w przypadku katastrof, kataklizmów, klęsk naturalnych, klęsk nieurodzaju, wojen.

Czasami jakiś krzyż niesie ze sobą również uczestnictwo w Parafialnej Radzie Duszpasterskiej. Raz jest to krzyż proboszcza, który nie może się doprosić aktywnego uczestnictwa wiernych w życiu parafii. Innym razem – to krzyż członków Rady Duszpasterskiej, którzy nie mogą dotrzeć do świadomości autorytarnego proboszcza. Krzyż podejmowanych przedsięwzięć apostolskich Rady Duszpasterskiej, które nie przynoszą spodziewanego rezultatu. Trudność w pokonaniu marazmu parafii.

b.         Każdy poważ­niejszy krzyż wywołuje to bezsilne wołanie: Dlaczego ja? Dlaczego moje dziecko, mój mąż, moja matka? Dlaczego tak bardzo? Dlaczego tak długo? Dlaczego na zawsze? Dlaczego to poczucie bezużyteczności, tak mocno zakorzenione w ludzkim cierpieniu? Dlaczego wyniszczenie człowieka nie tylko w nim samym, ale i w otoczeniu, dla którego cierpiący staje się ciężarem? Dlaczego cierpienie nie dotyka przestępcy, tylko uczciwego człowieka?

Odpowiedź na te pytania nie jest łatwa, bo chociaż cierpienie ma swoje źródło w naszej własnej osobie, w innych ludziach, albo w świecie, to jednak my nie stawiamy pytania sobie, innym czy światu, ale stawiamy je Bogu. Dlaczego właśnie Jemu? Prawdopodobnie dlatego, że o ile istnienie świata otwiera oczy naszej duszy na istnienie Boga, o tyle zło i cierpienie – a zwłaszcza dramat tylu niezawinionych cierpień, tylu win, które uchodzą bezkarnie – zdają się zaćmiewać obraz Boga, wprowadzać w duszę wątpienie co do Jego istnienia. Pytamy Stwórcę, chociaż głównym źródłem cierpienia na ziemi jest człowiek.

Nasze cierpienie bywa, po pierwsze, ceną za miłość: za miłość małżeńską, rodzicielską, kapłańską, za miłość odpowiedzialnego wychowawcy i wiernego przyjaciela, za miłość człowieka sprawiedliwego, za miłość człowieka, który wprowadza pokój, który przebacza, który kocha nawet nieprzyjaciół, który staje się dla innych bezinteresownym darem z samego siebie. Cierpienie jako cena za miłość bywa szczególnie bolesne wtedy, kiedy kochamy tych, którzy nas nie kochają i których trudno pokochać.

Po drugie, cierpienie bywa czasami ceną za nasze grzechy; jak w przypadku syna marnotrawnego. Ów syn sam sobie zgotował cierpienie, jako nieuchronny skutek popełnionych przez siebie błędów. W ten sposób rodzą się ludzkie tragedie (np. w postaci alkoholizmu, narkomanii, brutalnej przestępczości, rozwodów, zabijania nienarodzonych, ludobójstwa). O tego rodzaju krzyżach mówią najchętniej stacje telewizyjne. Opisują je z okrutną dokładnością ci dziennikarze, dla których jedynym tematem tabu jest dobro, prawda i piękno. Nie przejmują się tym, że to ich audycje, ich artykuły prasowe zachęcają kolejne pokolenie do powtarzania dramatu poprzedników. Tego rodzaju środowiska najchętniej kpią z Chrystusowego krzyża, a w obliczu cierpienia mówią o milczeniu Boga, o tym, że to On jest winny za wszelkie zło tego świata.

Po trzecie, bywa i tak, że cierpimy bez żadnej naszej winy; na przykład na skutek jakiejś niezawinionej choroby, albo wskutek kataklizmu, który niszczy nasz dobytek. W takim przypadku cierpienie pozostaje tajemnicą, ale i wtedy możemy być pewni, że to nie Bóg nam je zsyła. Zwykle za niewinnym cierpieniem jednego człowieka kryje się głupota, chciwość, lub wina innego człowieka.

c.         Czy człowiek  może pokonać – o własnych siłach – miażdżącą potęgę dotykającego go osobiście i jego bliskich krzyża? W odpowiedzi zazwyczaj słyszymy, że powinniśmy się starać usilną pracą wyrabiać w sobie chrześcijańskie postawy wobec cierpienia. Faktycznie, asceza i praca nad sobą mają niezastąpioną rolę w dojrzałym życiu chrześcijańskim, ale one nie rodzą w nas nowego życia. Człowiek – według ciała – nie potrafi wypracować w sobie postaw chrześcijańskich, ponieważ ma serce z kamienia, tzn. nie tyle nie chcące, ile raczej niezdolne do kochania.

Przykładem potwierdzającym ten stan rzeczy jest religijna historia ludu izraelskiego. Naród ten oglądał Boga przez kilka tysięcy lat. Był przez niego nieustannie pouczany i zachęcany do czynienia dobra, i choćby z tego tytułu – pod względem moralnym – powinien stać wyżej niż inne narody. Tymczasem nawet najbardziej roztargniony czytelnik Biblii szybko się zorientuje, że historia biblijnego Izraela jest właściwie historią ustawicznego grzechu.„Od dnia, w którym wyszyliście z ziemi egipskiej – twierdzi Księga Powtórzonego Prawa – aż do dnia waszego przyjścia na to miejsce byliście krnąbrni wobec Pana”(Pwt 9,7). Co więcej, kiedy prorocy pytają o przyczynę tego stanu rzeczy, znajdują mało pocieszającą odpowiedź: „Czyż może Murzyn odmienić swoją skórę, a pantera swoje pręgi? A czy wy, przywykli do złego, możecie dobrze czynić?” (Jer 13,23).A zatem problem tkwi znacznie głębiej, niż nam się zwykle wydaje. Dotyczy czegoś więcej, aniżeli kwestii dobrej czy złej woli człowieka, jego pracy nad sobą, albo jej braku. To raczej konsekwencja tyranii grzechu i śmierci nad każdym człowiekiem.

Bóg nie pozostaje obojętny na te pytania. On nie udziela nam jednak teoretycznych odpowiedzi, bo te nie mogą uciszyć wątpliwości ludzkiego serca, Bóg sam staje się odpowiedzią. „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, pociągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Krzyż jest zaproszeniem, by przyjść do Jezusa i doświadczyć w Nim miłości Boga. Miłości, która się całkowicie otwiera. Gest otwartych ramion Zbawiciela jest wzmocniony obrazem otwartego serca, do którego wszyscy mamy dostęp. Otwarcie serca jest oddaniem się do dyspozycji wszystkich. Z otwartego serca Zbawiciela płynnie krew i woda, symbol Ducha świętego, symbol miłości Bożej, która nas pragnie przeniknąć i przemienić. Z Twego przebitego boku tryskają wody chrztu i krew Eucharystii. Niezliczone krople Twojej krwi odnawiają cały świat. „Nie malarstwo i rzeźba sycą pragnienia duszy, lecz miłość Boga, która z wysokości krzyża wyciąga ku nam ramiona”(Michał Anioł Buonarotti, Pożegnanie z życiem).

ZAKOŃCZENIE

Dzisiaj obchodzimy święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Św. Andrzej z Krety powie: „w ten sposób wraz z Ukrzyżowanym wznosimy się ku górze, abyśmy porzuciwszy ziemię i grzechy, osiągnęli dobra niebieskie. Oto jak wspaniałą i niezrównaną rzeczą jest posiadanie krzyża. Kto krzyż posiada, posiada skarb. Słusznie nazwałem skarbem to, co z imienia i w rzeczywistości jest najwspanialsze z wszystkich dóbr. Przez niego bowiem, dzięki niemu i w nim objawia się istota naszego zbawienia i powrót do pierwotnego stanu.

Gdyby nie było krzyża, Chrystus nie zostałby ukrzyżowany. Gdyby nie było krzyża, Życie nie zostałoby przybite gwoździami do drzewa. Gdyby nie było przybite gwoździami, z boku nie wypłynęłaby krew i woda dla oczyszczenia świata, dokument grzechu nie zostałby zniszczony, nie otrzymalibyśmy wolności, nie radowalibyśmy się drzewem życia, raj nie zostałby otwarty. Jeśliby nie było krzyża, śmierć nie byłaby zwyciężona, piekło nie zostałoby pozbawione swej mocy.

Wielką zaiste i cenną rzeczą jest krzyż. Wielką, ponieważ przezeń otrzymaliśmy wiele dóbr, o tyle więcej, o ile większość z nich jest owocem cudów i cierpień Chrystusa. Cenną zaś, ponieważ krzyż jest znakiem męki i tryumfu Boga: znakiem męki z powodu dobrowolnej w męce śmierci; znakiem tryumfu, ponieważ dzięki niemu szatan został zraniony, a wraz z nim została pokonana śmierć; ponieważ bramy piekła zostały skruszone, krzyż zaś stał się dla całego świata powszechnym znakiem zbawienia” (św. Andrzej z Krety, Oratio 10 in Exaltatione sanctae crucis).

Copyright 2013 Sobota.
Template Joomla 1.7 by Wordpress themes free